MENU
Problemy wieku rozwojowego cz. 13
 


Bardzo nie lubię tak zwanych matek "wędrowniczek", które dosłownie kolędują od lekarza do lekarza i każdemu z nich opowiadają, jacy to niedouczeni są ci, u których już była.
Niektóre mamy mają swoje ulubione lekarstwa, których zapisania wręcz się od lekarza domagają. Szczególne powodzenie u niektórych matek mają naturalnie leki zagraniczne. Mamy te nie wiedzą, że polski przemysł farmaceutyczny właśnie do tych krajów "zagranicznych" eksportuje bardzo dużo lekarstw i że te polskie leki mają znakomitą markę. Są matki, które uważają, że bez zastrzyku nie może być mowy o wyleczeniu dziecka. Moim zdaniem, jeżeli jest to możliwe, należy dziecku oszczędzać bólu, tym bardziej że obecnie istnieje naprawdę duży wybór leków doustnych, produkowanych specjalnie dla potrzeb pediatrii. Są to lekarstwa przede wszystkim w formie płynów — zawiesin, kropli, odpowiednio doprawione do smaku dziecka, a więc chętnie przez dzieci przyjmowane. Są rzecz jasna i takie sytuacje, kiedy leku nie można podawać doustnie, a tylko w zastrzyku.
W ciągu minionych 20 lat tak wiele się zmieniło w obyczajowości naszych rodziców, że obecnie prawie nigdy nie spotykam w poradni brudnego i zaniedbanego dziecka.
Pamiętam dziesiątki umierających dzieci na błonicę, zapalenie mózgu i opon mózgowych,. ciężkie zachorowania na gruźlicę, chorobę Heinego-Medina. Oddział szpitalny, który prowadziłem przez 17 lat, był w latach pięćdziesiątych stale obłożony ciężko chorymi dziećmi ną choroby, które są już dzisiaj u dzieci wyjątkiem. Wszystkich tych strasznych chorób nie ma już od wielu lat. W ciągu tego czasu zmniejszyła się kilkakrotnie umieralność niemowląt w naszym kraju. To są właśnie nasze wspólne sukcesy — służby zdrowia, bo zapobiegała i szczepiła, rodziców, bo dobrze rozumieli nasze intencje i pomagali nam zgłaszając się z dzieckiem na każde wezwanie do badania profilaktycznego i na szczepienie.
Można wybaczyć rodzicom wiele różnych błędów, które wynikają po prostu z braku pewnych wiadomości i niezaradności. Nie można jednak wybaczyć tym rodzicom i tym matkom, które porzuciły własne dzieci. Wystarczy zajrzeć do pierwszego lepszego domu dziecka, w którym przebywają sieroty, półsieroty — dzieci, których rodzice zostali pozbawieni praw rodzicielskich, dzieci porzucone przez samotne matki. Mimo że domy dziecka są dzisiaj dobrze, a nawet wzorowo zorganizowane, a dzieci są tu syte, mają mnóstwo zabawek, troskliwą opiekę pielęgniarską i lekarską, mimo że nasze państwo robi wszystko, aby dom dziecka zastąpił tym dzieciom rodzinę, nie są to jednak dzieci szczęśliwe i radosne. Nie mają najważniejszego — prawdziwego uczucia matki i ciepła rodzinnego. Niestety, matkom tych dzieci nie mogę wybaczyć.
Rodzice na ogół niechętnie wyrażają zgodę na leczenie dziecka w szpitalu. Uważają, że na szpital jest jeszcze czas. Często nie chcą zrozumieć, że do postawienia rozpoznania nie zawsze wystarczy lekarzowi tylko słuchawka lekarska, że wiele jednostek chorobowych wymaga dłuższej obserwacji i takich badań dodatkowych, które mogą być wykonane tylko w szpitalu. Rozumiem doskonale, że oddanie własnego dziecka w obce ręce, to decyzja niełatwa. Rozumiem, że dziecko wyrwane z rodziny ogromnie tęskni i źle znosi rozłąkę. Z tych właśnie względów staram się nigdy nie kierować do szpitala dziecka, które tego naprawdę nie wymaga. Zawsze jednak należy upierać się przy leczeniu szpitalnym, kiedy jest to naprawdę konieczne. Wielokrotnie rodzice zadziwiali mnie swoją postawą w czasie pobytu ich ciężko chorego dziecka w szpitalu. Ich zrównoważenie, rzeczowość, przekonywanie dziecka o konieczności pobytu w szpitalu, systematyczny kontakt z pracownikami oddziału bardzo mi pomagały w codziennej pracy. Niestety, bywali i tacy opiekunowie dziecka, którzy swoim zachowaniem stwarzali atmosferę niepotrzebnego zdenerwowania i paniki, zabierali dziecko ze szpitala na własne żądanie, wbrew naszym zaleceniom, po to, aby przywieźć je do szpitala ponownie za kilka dni już w bardzo ciężkim stanie. Z takimi rodzicami naprawdę trudno mówić o jakiejkolwiek współpracy.
Lekarz pediatra w niektórych przypadkach, nie bacząc na konwenanse, dla dobra dziecka jest nawet zobowiązany do pouczenia rodziców, a nawet zganienia ich, kiedy stwierdzi np. rażące zaniedbania w pielęgnowaniu itp.
Nie sposób mówić o współpracy między lekarzem a rodzicami bez udziału w tej współpracy pielęgniarek. Jeżeli chodzi o moje zdanie na temat roli pielęgniarki w opiece nad dzieckiem, to uważam, że jest to czołowa postać w lecznictwie dziecięcym, a szczególnie w lecznictwie szpitalnym, gdzie dobre pielęgnowanie decyduje o powodzeniu całego leczenia.
Napisałem to wszystko dlatego, abyśmy się jeszcze lepiej rozumieli w naszej wspólnej trosce o zdrowie, rozwój i szczęście polskich dzieci. Radosny uśmiech zdrowego dziecka jest dla nas najwyższą satysfakcją i zapłatą za nasz wysiłek.

Sex ofertySex ogłoszeniaSex randkiporno