MENU
Współżycie z dziadkami
 

58. Dziadkowie mogą być wielką pomocą dla niedoświadczonych rodziców, i to
w każdym zakresie. Czerpią przecież także ogrom radości z faktu posiadania
wnucząt. Często z perspektywy zapytują: „Czemu nie potrafiłam, czy nie
potrafiłem, cieszyć się tak własnymi dziećmi, jak teraz wnukami? Zdaje mi się, że
starałam się ponad miarę swych sił i w efekcie przytłaczał mnie tylko ciężar
odpowiedzialności".

W wielu krajach świata babcie uważane są za ekspertów, a młoda matka,
mając jakąś wątpliwość na temat dziecka czy potrzebując pomocy, zwraca się
z tym po prostu do własnej matki. Dzięki temu, że darzy ją takim zaufaniem,
uzyskuje nie tylko radę, ale czuje się także pokrzepiona psychicznie. W USA,
niestety, matka zwykła raczej zwracać się w pierwszym rzędzie do lekarza,
a niektórym kobietom nie przyszłoby w ogóle do głowy, żeby konsultować się
z własną matką. Jest to częściowo wynikiem nawyku szukania porady w sprawach
osobistych właśnie u specjalistów - u lekarza, u działającego na terenie
szkoły doradcy do spraw wychowawczych, u doradcy w poradni małżeńskiej,
u pracownika socjalnego, psychologa itp. Przyjmujemy także za rzecz oczywistą
szybki postęp w każdej dziedzinie wiedzy i dlatego uważamy najczęściej, iż osoba,
która posiadała umiejętności w jakiejś dziedzinie dwadzieścia lat temu, pozostała
obecnie daleko w tyle. Najistotniejsza przyczyna tkwi jednak w tym, że
niedoświadczeni rodzice nie odeszli jeszcze zbyt daleko od okresu młodocianego.

Ciągle jeszcze chcą udowadniać sobie i światu, że potrafią samodzielnie radzić
sobie w życiu. Mogą obawiać się, że dziadkowie będą chcieli dyktować im, co
mają robić, jak gdyby nadal byli od nich zależni, a na powrót do takiej sytuacji
nie mają ochoty.


59. Napięcia są zjawiskiem normalnym. W niektórych rodzinach panuje idealna
harmonia między rodzicami i dziadkami. W nielicznych konflikty są bardzo
ostre. W pozostałych, najczęściej wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka,
narasta pewne napięcie na tle problemów związanych z opieką nad nim, ale mija
to w miarę upływu czasu i przyzwyczajania się wszystkich do nowej sytuacji.
Młoda kobieta, która szczęśliwie nie ma zahamowań, za to dość pewności
siebie w nowej roli, bez problemów zwróci się do swej matki z prośbą o pomoc.

A gdy babcia występuje z jakimiś sugestiami, przyjmuje je, gdy uzna to za słuszne,
lub taktownie pominie je milczeniem i zrobi po swojemu.
Niestety, większość rodziców nie ma początkowo takiej pewności siebie. Jak
prawie wszyscy przystępujący do nie znanej sobie pracy są bardzo drażliwi na
punkcie wszystkich ewentualnych niedociągnięć i nie znoszą krytyki.
Większość dziadków ma podobne wspomnienia z czasów swojej młodości
i stara się nie wtrącać. Z drugiej jednak strony rzeczywiście mają doświadczenie,
wyrobione sądy, ogromnie kochają wnuki i wobec tego nie potrafią powstrzymać
się od wydawania opinii. Obserwują zadziwiające zmiany od czasów, kiedy sami
mieli małe dzieci — elastyczne godziny karmienia, wczesne urozmaicanie diety,
nieco późniejsze ćwiczenie w wołaniu o nocniczek — zmiany, do których niełatwo
przywyknąć. Nawet, gdy zaakceptują nowe metody, może niepokoić ich przesadna
gorliwość rodziców w przestrzeganiu ich co do joty. (Jak sami będziecie już
dziadkami, prawdopodobnie lepiej zrozumiecie, o co mi chodzi).

Jeśli rodzice nie żywią obaw, sądzę, iż powinni dla utrzymania jak najlepszych
stosunków z dziadkami pozwalać im, a nawet zachęcać do wypowiadania
własnych opinii. Na dłuższą metę szczere dyskusje są znacznie lepsze niż
zawoalowane wymówki czy krępujące milczenie. Matka całkowicie pewna, że
pielęgnuje niemowlę we właściwy sposób, może powiedzieć: „Wiem, że ta metoda
nie wydaje ci się słuszna i wobec tego porozmawiam jeszcze z lekarzem, żeby się
upewnić, czy dobrze zrozumiałam jego zalecenia". Nie oznacza to wcale
poddania się. Matka rezerwuje sobie raczej prawo do podjęcia w końcu własnej
decyzji. Ale wychodzi w ten sposób naprzeciw dobrym intencjom babki i jej
widocznemu zatroskaniu. Wykazując opanowanie i zdrowy rozsądek, młoda
matka przekona do siebie babcię nie tylko w tej aktualnej kwestii, lecz i w ogóle
na przyszłość.

Babka pomoże matce w sprawnym funkcjonowaniu w nowej roli okazując, że
ma do niej zaufanie i na tyle, na ile ją stać, akceptuje jej metody pielęgnowania.
To skłoni z kolei matkę do pytania babki o radę, gdy wynikną wątpliwości.
Jeśli rodzice zostawiają dzieci pod opieką dziadków — nieważne, czy na pół
dnia, czy na dwa tygodnie — musi zaistnieć szczere porozumienie i być przyjęty
rozsądny kompromis. (Zob. punkt 65). Rodzice muszą mieć pewność, że opieka
nad dziećmi w sprawach, które uważają za istotne, będzie sprawowana w myśl
ich założeń (a więc, że dzieci nie będą zmuszane do jedzenia potraw, których nie
lubią, zawstydzane, gdy zrobią w majtki i straszone milicjantem). Z drugiej
strony byłoby nie fair oczekiwać od dziadków, że będą funkcjonować jak wierne
kopie rodziców i w postępowaniu z dziećmi oraz kontroli nad nimi, naśladować
każdy krok ojca i matki. Nie stanie się dzieciom krzywda, jeśli będą okazywały
dziadkom więcej szacunku (bo ci tak sobie życzą), jeśli będą miały przesunięte
nieco godziny posiłków, jeśli będą chodziły przesadnie czyste czy nazbyt brudne.

Gdy rodzice nie mogą pogodzić się ze sposobem, w jaki dziadkowie opiekują się
dziećmi, nie powinni oczywiście prosić ich o pomoc.
Niektórzy rodzice reagują drażliwością na wszystkie rady. Konflikty ostrzejsze
niż przeciętne wynikają między dziadkami i młodą matką (lub ojcem), jeśli
spotykali się oni z dużą dozą rodzicielskiej krytyki przez cały okres dzieciństwa.
To pozostawiło ślady w postaci skrywanej niepewności, manifestowanej irytacji
z powodu każdej dezaprobaty i zawziętego postanowienia, by udowodnić swą
niezależności Matka zapłonie np. niezwykłym entuzjazmem do nowych poglądów
na temat wychowywania dzieci i będzie dokładała wszelkich starań, żeby je
wcielać w życie. Wydają się przecież tak zdrową odmianą w porównaniu z tym,
co sama pamięta. A przy tym jest to sposób na pokazanie dziadkom, do jakiego
stopnia są staromodni, czym można im przy okazji dokuczyć. Prawdziwą
rozkoszą jest walczyć o ideę, gdy się czuje antagonizm do oponenta. Rzecz tylko
w tym, że nie co innego, a sprawa wychowania dziecka ma dostarczać amunicji
obydwu stronom. Sugeruję więc, by rodzice, którzy niezmiennie wyprowadzają
dziadków z równowagi, przynajmniej zastanowili się nad tym, czy przypadkiem
nie robią tego z określoną intencją, jeśli nawet sobie tego w pełni nie uświadamiają-


60. Apodyktyczna babcia. Zdarza się czasem, że babka była zawsze tak apodyktyczna
w stosunku do własnego dziecka, że nie potrafi się zmienić, chociaż jej
dziecko samo zostało już ojcem czy matką. Rodzicom w takiej sytuacji może być
rzeczywiście bardzo ciężko zachować równowagę, szczególnie w pierwszym
okresie. Córka nie znosi np. rad. Gdy babka doradza jej cokolwiek, robi się zła,
ale nie śmie tego okazać. Jeśli przyjmie rady babki, czuje się zdominowana. Jeśli
je odrzuci, czuje się winna. Jak więc ma początkująca matka bronić się w tej
sytuacji? Wydaje się, że nie pozostaje jej nic innego, jak tylko liczyć wyłącznie na
siebie. W pewnym sensie rzeczywiście tak być musi, ale do pełnej samodzielności
może przyzwyczajać się stopniowo, w miarę nabierania wprawy. Najpierw musi
powtarzać sobie nieustannie, że to ona jest teraz matką, że dziecko jest jej
dzieckiem i ona ma się nim zająć najlepiej jak potrafi. Na pewno znajdzie
wsparcie u lekarza czy pielęgniarki, gdy zacznie powątpiewać we własne metody
pielęgnowania. Z pewnością ma prawo oczekiwać poparcia ze strony męża,
szczególnie gdy to jego matka wciąż ingeruje. Gdy w jakiejś sytuacji mąż jest
zdania, że jego matka ma akurat rację, powinien umieć powiedzieć to żonie, ale
jednocześnie dać matce do zrozumienia, że stoi po stronie żony i jest przeciwny
ingerencjom.

Najlepsze wyjście dla młodej matki, to stopniowe przyzwyczajanie się do
sytuacji i nieunikanie babki, śmiałe wysłuchiwanie jej do końca, gdyż reakcje
odwrotne ujawniają niejako, że jest zbyt słaba, aby się przeciwstawić. Jeszcze
trudniej będzie oduczyć się od złoszczenia się w duchu i wybuchania gniewem na
zewnątrz. Powiecie, że matka ma prawo być zła, i macie rację. Ale dławiona złość
i wybuchy gniewu oznaczają właśnie, że już za długo jest uległa z lęku przed
gwałtowną reakcją babki. Dominująca babcia wyczuwa zwykle, że są to
pośrednie oznaki bojaźni i potrafi to wykorzystać. Matka nie powinna czuć się
zbyt winna, wyprowadziwszy babkę z równowagi, jeśli już do takiej sytuacji
musiało w ogóle dojść. A naprawdę powinno się obejść bez żadnego wybuchu
— a przynajmniej nie więcej niż raz czy dwa razy. Matka powinna nauczyć się
wypowiadać swoje zdanie od razu, rzeczowym, pewnym siebie tonem, zanim się
zdąży zirytować („No cóż, doktór kazał mi karmić ją w ten sposób". „Widzisz,
chcę go ubierać możliwie najlżej". „Po prostu nie chcę, żeby płakała za dużo".).
Taki spokojny, pewny siebie ton jest najskuteczniejszym sposobem na przekonanie
babki, że matka ma odwagę bronić swych poglądów.

W wyjątkowych układach, gdy wytwarza się dużo nieustającego napięcia,
pomaga często rodzicom, i dziadkom chyba też, skonsultowanie się z jakimś
specjalistą — mądrym lekarzem, pod którego stałą opieką jest rodzina, psychiatrą,
pracownikiem socjalnym. Kontakt z nim może polegać na wspólnych
wizytach lub indywidualnych rozmowach, umożliwiających każdej z osób przedstawienie
własnego obrazu sytuacji. W końcu mogą się spotkać razem na
rozstrzygającą rozmowę. Jakkolwiek by było, musi się stać oczywiste, że
odpowiedzialność i prawo do podejmowania decyzji należą do rodziców.

Sex ogłoszeniaSex ofertySex randkiporno