MENU
Surowość czy pobłażanie
 

9. To wątpliwość dręcząca niedoświadczonych rodziców. Większość z nich znajduje
wkrótce właściwą odpowiedź. Dla części pozostaje to dręczącym problemem,
niezależnie od doświadczeń, jakie nabywają.

Jeśli chodzi o moją opinię, mogę od razu na wstępie wyłożyć karty na stół
mówiąc krótko, iż rzecz nie w tym, czy rodzice będą surowi czy pobłażliwi. Jeśli
są dobrzy z natury i nie lękają się okazywania - gdy potrzeba - stanowczości,
osiągną pozytywne rezultaty zarówno przy umiarkowanej surowości jak i umiarkowanej
łagodności. Natomiast surowość wypływająca z chłodu uczuciowego lub
pobłażliwość połączona z lękiem i niezdecydowaniem mogą jednakowo prowadzić
do złych rezultatów. Istotne jest, z jakim nastawieniem rodzice podchodzą
do dziecka i jaka postawa rozwija się w efekcie u niego.


10. Jesteśmy świadkami wielkich przemian. Trudno byłoby mówić na ten temat
z jakimś dystansem bez sięgnięcia do historii. Poglądy bowiem na wychowanie
zmieniają się wraz z epokami. W epoce wiktoriańskiej np. niezwykle surowo
przestrzegano dobrych manier i obyczajów. W dwudziestym wieku, a zwłaszcza
po II wojnie światowej, nastąpił odwrót od tego, spowodowany wieloma
czynnikami. Wielcy amerykańscy pionierzy w badaniach nad oświatą i wychowaniem,
jak John Dewey i William Kilpatrick, udowodnili, że dziecko uczy się lepiej
szybciej przy zastosowaniu takiej metody, która uwzględnia jego indywidualną
gotowość _ na danym etapie rozwoju - do robienia postępów i zakłada, że
wszystkie dzieci chętnie się uczą, jeśli temat jest właściwie dobrany do ich
poziomu i aktualnych zainteresowań. Freud i jego następcy udowadniali, ze
rygorystyczne ćwiczenie w przestrzeganiu higieny osobistej i straszenie dziecka
sprawami seksu może zaburzyć osobowość i doprowadzić do nerwicy. Badania
nad przestępcami i kryminalistami wykazały, że większość z nich cierpiała
w dzieciństwie na brak miłości, a nie na brak kary. Te właśnie odkrycia
przyczyniły się między innymi do ogólnego złagodzenia dyscypliny wychowawczej
i zwiększenia starań o zapewnienie dzieciom tego, czego każde z nich jako
odrębna indywidualność potrzebuje. Kilku luminarzy amerykańskiej psychiatrii
- Aldrich, Powers i Gesell - zaczęło wprowadzać filozofię zbliżoną do praktyki
pediatrycznej. Aż do lat czterdziestych lekarze pozostali jednak niewzruszeni
w sprawie karmienia niemowląt, obawiając się, iż nieregularne godziny i niejednakowe
porcje mieszanki mogą wywołać groźne biegunki, które powodowały tak
wiele zgonów wśród niemowląt. Dopiero później eksperymenty doktora Prestona
McLendona i pani Frances P. Simsarion z rytmem karmienia uwzględniającym
indywidualne zapotrzebowanie, opublikowane w 1942 r., przekonały lekarzy, że
większość dzieci może chować się znakomicie i zdrowo, narzucając własne
godziny karmienia. Od tego czasu rozpoczął się gwałtowny, o szerokim zasięgu
zwrot w praktyce pediatrycznej. Obecnie większość niemowląt w Ameryce
karmiona jest w pierwszych tygodniach życia według mniej lub bardziej swobodnego
rytmu posiłków.

Lekarze, do niedawna jeszcze ostrzegający rodziców przed uleganiem dziecku,
zachęcają ich obecnie, by wychodzili naprzeciw jego indywidualnym potrzebom,
dotyczącym nie tylko jedzenia, ale także pieszczoty i uczucia.
Wspomniane przewartościowania poglądów oraz zmiany w postawach i metodach
wychowawczych stały się dobrodziejstwem dla większości dzieci i rodziców.
Mniej z nich żyje teraz w napięciu, powiększyło się grono szczęśliwych.
W społeczeństwie amerykańskim nie jest oczywiście możliwe aby zaszły
tak głębokie zmiany przekonań - na skalę rzeczywiście rewolucyjną - bez
jednoczesnego budzenia się wątpliwości w umysłach wielu rodziców, bez ich
kompletnego często zagubienia się. W naturze ludzkiej leży skłonność do
wychowywania dzieci wedle gotowych wzorów, doświadczonych na sobie w dzieciństwie.
Łatwo jest przyjąć nowe koncepcje, jeśli dotyczą witamin i szczepień.

Ale rodzice, sami wychowywani rygorystycznie w sprawach dotyczących posłuszeństwa,
poprawnego zachowania się, seksu i prawdomówności, cierpią
moralnie - co jest naturalne, nawet nieuniknione — w konfrontacji z tego typu
problemami u własnych dzieci. Przypuśćmy, że zmieniliście wasze poglądy
w związku z tym, co przestudiowaliście, czytaliście czy słyszeliście. Gdy jednak
wasze dziecko zrobi coś, co sami jako dzieci uważalibyście za złe, zareagujecie
prawdopodobnie takim napięciem, niepokojem i złością, o jakie byście siebie nie
podejrzewali. Nie ma się czego wstydzić. To sama natura chce, by ludzie uczyli się
w ten sposób, jak opiekować się dzieckiem — właśnie na podstawie doświadczeń
z własnego dzieciństwa. Dzięki temu cywilizacje zachowują stabilność i ideały
przekazywane są z pokolenia na pokolenie.

W minionym pięćdziesięcioleciu, które było świadkiem zmieniających się
teorii, większość rodziców sprostała swoim obowiązkom właśnie dzięki temu, że
sami dorastali w miarę szczęśliwi, i w związku z tym bez obawy wychowywali
własne dzieci tradycyjnymi metodami, nie przyjmując żadnej z nowych teorii
w sposób krańcowo dosłowny. Gdy lekarze kładli nacisk na regularność, rodzice
przyjmowali jako zasadę regularne godziny karmienia (z łatwością dostosowywała
się też do nich większość dzieci), ale nie bali się uczynić wyjątku, instynktownie
czując, iż jest uzasadniony w sytuacji, kiedy dziecko sygnalizuje dotkliwy głód
przed wyznaczoną godziną.

A ostatnio, gdy lekarze kładą z kolei nacisk na swobodę, rodzice - ufając
własnemu wyczuciu - też z nią nie przesadzają. Nie pozwolą na to, żeby śpiące,
a uparte dziecko nie poszło do łóżka, ponieważ wiedzą doskonale (głównie
z własnego dzieciństwa), że jak nadchodzi pora spania, to trzeba się szykować do
łóżka i w tej sytuacji teorie na temat swobody mają niewielkie zastosowanie.


11. Rodzice zdezorientowani nowymi teoriami dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to
ci, którzy wyrastali z poczuciem niewiary we własne zdanie. Jeżeli nie mają do
siebie zaufania, muszą - chcąc nie chcąc - kierować się tym, co mówią inni.
Druga grupa to ci, którzy uważają, że sami byli wychowywani zbyt rygorystycznie.
Pamiętają żal, jaki nierzadko czuli do rodziców, i nie chcą, by ich własne
dzieci żywiły podobne uczucie do nich samych. Z takim nastawieniem znajdują
się w bardzo trudnej sytuacji. Chcąc wychowywać dzieci tak, jak sami byliście
wychowywani, macie gotowy wzór. Wiecie, na ile mają być posłuszne, pomocne
i grzeczne. Nie musicie zastanawiać się nad każdą sprawą. Jeśli natomiast chcecie
traktować dzieci zupełnie inaczej, niż sami byliście traktowani — np. bardziej
pobłażliwie lub raczej jako partnerów — nie będziecie mieli żadnego drogowskazu
ostrzegającego np., że dalej na tej drodze lepiej się nie posuwać. Gdy sprawy
zaczną wymykać się wam z rąk - bo np. dziecko wykorzystuje waszą
pobłażliwość - ciężko będzie wrócić na właściwą ścieżkę. To, że dziecko
nierzadko doprowadzi was do wściekłości, to jeszcze nic. Chodzi o to, że im
bardziej będziecie zagniewani, tym więcej poczujecie się winni, bo ogarnie was
niepokój, że naśladujecie wzór, którego byliście zdecydowani unikać.
Oczywiście przedstawiam to wszystko w czarno-białym przejaskrawieniu.
Jako niedoświadczeni rodzice wszyscy zaczynamy od tego, że się częściowo
zgadzamy i częściowo nie zgadzamy z metodami stosowanymi przez naszych
własnych rodziców. Niektórzy z nas w mniejszym, inni w większym stopniu.
I większość z nas znajduje w miarę rozsądny kompromis. Popadłem celowo
w przesadę, żeby unaocznić trudności, z jakimi borykają się niektórzy rodzice.


12. Nie odstępujcie od własnych przekonań. Myślę, iż rodzice z natury skłonni do
surowości, powinni pozostać sobie wierni i wychowywać dzieci w poczuciu
dyscypliny. Umiarkowana surowość - sprowadzająca się do wymagania od
dziecka poprawnego zachowania, natychmiastowego posłuszeństwa i bezwzględnego
porządku - nie może być krzywdząca, jeśli rodzice są w gruncie rzeczy
oddani dzieciom, a one są przy tym szczęśliwe i życzliwe dla otoczenia. Surowość
jest natomiast szkodliwa u rodziców apodyktycznych, szorstkich, bez przerwy
niacyna nie liczących się z wiekiem i indywidualnością dziecka. Ten typ
surowości wyda owoce w postaci dzieci albo potulnych i bezbarwnych, albo
małodusznych w stosunku do otoczenia.

Zwolennicy swobody wychowawczej, których me razi to, ze ich dziecko ma
niedbały sposób bycia, jeśli jest ono z gruntu dobre, a także tacy, którzy nie
przesadzają na punkcie np. czystości i punktualności, też wychowają dzieci
wrażliwe i wychodzące innym naprzeciw, pod warunkiem, że nie będą lękać się
okazywania stanowczości w tych sprawach, które im samym wydają się ważne.
Gdy zbytnia łagodność wydaje niedobre owoce, to częściowo tylko - a nie
głównie - w następstwie stawiania za małych wymagań. Jest to raczej związane
albo z lękiem i poczuciem winy rodziców, że w ogóle ośmielają się czegoś żądać,
albo też z prowokowaniem przez nich samych sytuacji, w których jajku wydaje
się, że jest mądrzejsze od kury.

Sex randkipornoSex ogłoszeniaSex oferty